Nie ma sprawy!

Piosenka satyryczna

Oczywiście nic nie szkodzi,
kiedy wzrokiem za nim wodzisz,
gdy się ślinisz na sam widok jego ust.

Absolutnie nie ma sprawy,
gdy figlarnie, dla zabawy
do rozmowy włączasz nogi oraz biust.

I nie gniewam się nic a nic,
kiedy nie przestrzegasz granic,
gdy zarzucasz mu na szyję wieniec z rąk.

Nie zalewa mnie krew wcale,
kiedy stajesz cała w szale
i rozwijasz przed nim pokus pulchny pąk…

Ref.
Ja się nie martwię, gdy podrywasz mi faceta.
Gdy on przy tobie jest jak satyr, nie asceta.
Jestem ślepa na zaloty,
głupie słówka, mdłe pieszczoty.
Moje oczy nie zachodzą furii mgłą!

Jest w porządku całkowicie,
gdy w ekstazy cnej rozkwicie
proponujesz mu niewinne tête-à-tête.

Nie ma sprawy naturalnie,
gdy się prężysz teatralnie…
A on, kretyn, do twych giętkich lędźwi lgnie!

I rzecz jasna, nic nie szkodzi,
jak bezczelnie go uwodzisz,
mrużąc oczy jak idiotka albo kot.

Nie opuszcza mnie wciąż spokój,
kiedy schylasz się w rozkroku.
Twoje gesty są jak strzały kulą w płot!

Ref.
Ja się nie martwię, gdy podrywasz mi faceta.
Gdy on przy tobie jest jak satyr, nie asceta.
Jestem ślepa na zaloty,
głupie słówka, mdłe pieszczoty.
Moje oczy nie zachodzą furii mgłą!

I nie bierze mnie cholera.
kiedy wzrokiem cię rozbiera
i obłapia w wyobraźni krągły kształt.

Nic zupełnie mnie nie rusza,
gdy cię mierzy od podbrzusza,
kiedy śledzi każdą z twoich miękkich fałd.

Jednak zaraz szlag mnie trafi,
gdy pomyślę, co potrafi,
kiedy ego wyszlifujesz mu na błysk!

Przestań więc na niego lecieć
albo najnormalniej w świecie
nie wytrzymam i przywalę pięścią w pysk!

Ref. (x2)
Więc nie klej, zołzo, do mojego się faceta!
I w mig zapomnij o igraszkach i podnietach!
Zarzuć psoty i zaloty,
by nie zaznać mej pieszczoty.
Uwierz, nie chcesz, by me oczy zaszły mgłą!

 

Powrót